Parytety? Dziękujemy, poradzimy sobie bez nich.

Jutro obchodzimy dzień kobiet. Święto, w którym chyba każda z nas lubi dostać kwiatek lub usłyszeć miłe słowo… A może się mylę? Czy dyskryminacja może wyróżniać kogoś ze względu na płeć? Skoro istnieje pozytywna dyskryminacja, jaką są parytety, to być może istnieją też negatywne komplementy?

Obecnie aby w Polsce lista wyborcza została zarejestrowana, musi być na niej nie mniej niż 35 % kobiet i nie mniej niż 35 % mężczyzn. Wiadomo, że ta ustawa miała być „ukłonem” w stronę kobiet – mężczyźni nie mają póki co problemu z zapełnieniem nie tylko 35%, ale nierzadko i 90% miejsc na listach.

Parytety uderzają w kobiety
Osoby, które popierają wprowadzenie parytetów argumentują, że nareszcie więcej kobiet znajdzie się w polityce, że to bardzo nowoczesne rozwiązanie, które wprowadziło już wiele krajów. Nie będę dyskutowała z tymi argumentami – to nawet nie są argumenty.
Polska jako trzeci kraj na świecie dała kobietom prawa wyborcze– stało się to natychmiast po odzyskaniu przez nas niepodległości 28 listopada 1918 roku. I tak jak wtedy, decydując się na tak odważny krok, Polska pokazała, że nie musi oglądać się na innych, że nie brak nam odwagi by podjąć decyzję samodzielnie, tak samo dziś – musimy pokazać, że potrafimy samodzielnie myśleć. Nie używajmy tego wyświechtanego argumentu „bo tak jest na zachodzie”.
Kobiety dzisiaj są mądre, dobrze wykształcone – coraz częściej lepiej od mężczyzn, częstokroć lepiej od nich zorganizowane. Jeżeli nie ma zbyt wielu kobiet w polityce – to wyłącznie dlatego, że nie chcą tam być. I mają do tego pełne prawo. Gdyby chciały, nie miałyby najmniejszego problemu żeby się do niej dostać. Jestem na to najlepszym dowodem.

Znalazłam na facebooku grupę: Kobiety nie potrzebują parytetów. Strona ma 5.285 fanów, z czego – jak deklaruje strona – 65% grupy to kobiety.

Parytety nie są dowodem na to, że kobiety nadają się do polityki – wprost przeciwnie, jest to jasny sygnał, że kobiety nie są w stanie dostać się do polityki, tylko potrzebują do tego pomocy… mężczyzn. Kochani mężczyźni, my naprawdę tego nie potrzebujemy.
Brak parytetów nie spowoduje, że partiom przestanie zależeć na kobietach na ich listach. Wyborcy, z których połowa to kobiety, doskonale widzą, która partia składa się niemal wyłącznie z samców alfa. Poza tym, niestety parytety doprowadziły do kuriozalnej sytuacji, w której część partii wykorzystuje je w dość „seksistowski” sposób i na listach pojawiają się celebrytki, znane z tego, że są znane lub panie, których atutem jest wyłącznie uroda, nierzadko osiągnięta przy pomocy skalpela. Czy tego właśnie chciały feministki?
W polityce zamiast kobiet, które chciały coś zmienić i miały misję, pojawiły panie, które są tylko ozdobnikami, kwiatkiem do kożucha.

To niebezpieczny precedens
Żeby zobaczyć jak niebezpieczny jest to pomysł należy zastanowić się nad kluczową sprawą. Do czego prowadzi takie myślenie i skąd wziął się taki pomysł?
Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Ale to nie znaczy, że jesteśmy tacy sami.
Kobiety różnią się od mężczyzn. Mamy inne predyspozycje i zainteresowania, oglądamy różne filmy, słuchamy innej muzyki. Kobiety częściej jeżdżą konno, mężczyźni biorą udział w rajdach samochodowych, kobiety wolą komedie romantyczne, mężczyźni filmy akcji, itd. Prof. Anne Campbell z Durham University, badająca różnice między płciami pod kątem ewolucji zauważyła, że kobiety jako te, które od wieków rodzą, karmią i wychowują dzieci są wyposażone w mechanizm psychologiczny, który pomaga im wykonywać te czynności. Dlatego tak charakterystyczne dla kobiet są empatia, unikanie niebezpiecznych konfrontacji czy unikanie społecznego wykluczenia. Zdaniem prof. Campbell to są pożądane cechy, które zwiększają szanse przetrwania. Dlatego współczesne kobiety są bardziej nastawione na ludzi – częściej pracują jako nauczycielki , pielęgniarki. Wypowiedź pani profesor, a także innych naukowców znalazłam w słynnym już filmiku norweskiego komika Haralda Eia, w którym pokazuje „racje”, które stoją za ideologią gender. Gorąco polecam!



Dajmy ludziom wolność!

Czy chcielibyśmy parytetów np. dla blondynów, chrześcijan, osób słuchających rocka lub disco?
A z drugiej strony czy chcielibyśmy parytetów dla nauczycieli czy lekarzy? A wśród strażaków? Nie dajmy się zwariować!
Parytety to wynaturzenie prawa, powinniśmy dążyć do jak największego upraszczania prawa, a nie tworzenia bezsensownych przepisów. Kobiety dadzą sobie radę same. A feministki? Może jeszcze kiedyś pożałują tych 35% dla mężczyzn ;-)
Trwa ładowanie komentarzy...